Co za cyrk! | Recenzja filmu „Król rozrywki”

Napisała: Deneve - 23:07

© Twentieth Century Fox Film Corporation
Król rozrywki/The Greatest Showman

Uwielbiam musicale. Naprawdę. La La Land skradł mi serce, dlatego kiedy usłyszałam, że Króla rozrywki ma zagrać Hugh Jackman, niemalże nie mogłam się tego filmu doczekać. Mój hype podsycały kolorowe plakaty i kuszący piosenką trailer. Czegoż mogłam chcieć więcej? Oczywiście, więcej świetnych utworów i świetnie skrojonych kostiumów. Fabuła zeszła trochę na drugie miejsce. Nie zrozumcie mnie źle, jest ważna, ale na musicale chodzę z trochę innych powodów.

Król rozrywki to typowa „feelgoodowa” historyjka (towarzyszymy bohaterom podczas spełniania ich marzeń, kibicujemy im, gdy po nie sięgają, współczujemy przy upadkach i wreszcie cieszymy się, gdy wszystko się prostuje). Towarzyszymy P. T. Barnumowi (Hugh Jackman), który po zwolnieniu z niezbyt ciekawej oraz równie słabo płatnej pracy stawia wszystko na jedną kartę. Chcąc sięgnąć po swoje szczęście, otwiera muzeum dziwactw, które później przeradza się w cyrk. Barnum i jego podopieczni szybko zyskują fanów, równie szybko zyskują też jednak, cóż, „antyfanów” byłoby tu słowem o za słabym wydźwięku, w każdym razie, zyskują przeciwników. I to takich gotowych przejść do rękoczynów. Towarzyszymy więc P. T. Barnumowi przy spełnianiu marzeń jego oraz trupy cyrkowej.
© Twentieth Century Fox Film Corporation
Król rozrywki/The Greatest Showman
Aktorsko jest dobrze, ze śpiewaniem czasem trochę gorzej. Jackman ma świetny głos. O dziwo Efron wypada trochę słabiej, mimo że nie brak mu doświadczenia (z produkcji typu High School Musical, które, umówmy się, nie są filmami dobrymi, ale śpiewać jednak musiał). Niknie gdzieś w duetach, ale przy śpiewaniu nie kaleczy uszu. Ostatecznie piosenki wypadają na plus, no, może poza jedną. Piosenka Rewrite The Stars opowiada o zakazanej miłości – to nie spoiler, podpowiedzi są już w trailerze – o ile została wykonana poprawnie, o tyle zupełnie nie przekazuje emocji i brakuje w niej chemii między Zendayą a Efronem na planie. Wspomnianej chemii jest zdecydowanie więcej między nim a Jackmanem, kiedy widocznie bawią się swoimi rolami.

Nieco zawiedzeni będą ci, którzy liczą, że film ten zaprezentuje im dokładną biografię Barnuma. Chyba warto wspomnieć, że została luźno zaadaptowana. Jest tam bardziej inspiracją niż faktyczną podstawą fabuły. Mierzić może trochę fakt, że wszystko zostało sprowadzone do tego, że Barnum powiedział kiedyś:
Najszlachetniejszą ze sztuk jest sztuka uszczęśliwiania ludzi*.
Niestety, przypisuje się mu również inny zwrot, choć nie mamy dowodu na to, że kiedykolwiek padło to z jego ust:
W każdej minucie rodzi się jakiś frajer**. 
Można więc rozważać, czy Phineas Taylor Barnum faktycznie chciał uszczęśliwiać ludzi, czy może zarabiać na wyróżniających się z tłumu jednostkach nierzadko dotkniętych chorobami. Prawdy zapewne nigdy się nie dowiemy. Ostatecznie film pokazuje nam krótkie urywki, w których widzimy, jak Barnum wpycha poduszkę pod koszulę otyłego człowieka, by sprawić wrażenie, że był jeszcze grubszy. I tu zapewne będziemy mieć tyle interpretacji, ile ludzi, dlatego nie będę tego jednoznacznie oceniać.
© Twentieth Century Fox Film Corporation
Król rozrywki/The Greatest Showman
Nie dziwi jednak fakt, że film, mający z założenia sprawić, by widz się wzruszył i obejrzał miłą, familijną historyjkę, będzie naginał pewne fakty historyczne, żeby postawić swojego głównego bohatera w jak najlepszym świetle. I absolutnie nie mam o to pretensji.

Co raziło mnie w produkcji, to fakt, że nieliczne elementy wykonane metodą CGI, typu cyrkowe lwy czy konie, zdecydowanie odstają od reszty produkcji, wyglądając tam nienaturalnie. Fantastyczne są za to stroje – jest to dzieło niesamowicie kolorowe, które można chłonąć wzrokiem. Również cyrkowa scenografia jest bogata, a to głównie za sprawą tak barwnych aktorów.

Krytyk teatralny, którego Barnum spotyka na swojej drodze, nazywa cyrk „celebracją człowieczeństwa” wszak na cyrkowej scenie występują ludzie bez podziału na status, kolor skóry, płeć czy stan zdrowia. I to właśnie ma wynieść z seansu widz. Może to proste kino, ale z morałem, a to się ceni. Wspomnianą celebrację człowieczeństwa widać na przykładzie ewolucji postaci Carlyle’a (Zac Efron), który początkowo niechętny, porzuca styl życia wyższych sfer i szybko zaczyna traktować cyrk jak swój dom, a artystów jak rodzinę.

Ostatecznie to całkiem przyjemny film, niezbyt wysokich lotów, podobnie jak cyrk Barnuma, ale to nadal dobra rozrywka. Wszak kino nie musi być niesamowicie ambitne, żeby zaciekawić czy bawić widza i nie ma w tym nic złego. Warto tę produkcję zobaczyć, ignorując przy tym luźne potraktowanie biografii głównego bohatera, dla pięknych strojów, dobrych utworów muzycznych, a nawet dla samej historii. Ot, choćby po to, żeby obejrzeć coś miłego, troszeczkę wzruszającego i wywołującego uśmiech na resztę (lub chociaż część) dnia.

Reżyseria: Michael Gracey
Scenariusz: Jenny Bicks, Bill Condon
Gatunek: biograficzny, musical
Główne role: Hugh Jackman, Zac Efron, Zendaya, Michelle Williams, Keala Settle, Rebecca Ferguson
Produkcja: USA
Czas trwania: 1 h 45 min.
________
* P. T. Barnum, cytat oryginalny: The noblest art is that of making others happy.
** Prawdopodobnie P. T. Barnum, cytat oryginalny: There’s a sucker born every minute.

  • Udostępnij:

Może Ci się spodobać

3 komentarze

  1. Brzmi intrygująco, ale nie znoszę cyrków, więc chyba będę musiała sobie darować :(
    Masz świetny nagłówek <3
    Ahamster

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, akurat tam nie ma typowego cyrku z klaunami i resztą inwentarza. Wszyscy tam po prostu tańczą, jest trochę akrobacji, poza tym większość akcji dzieje się jednak poza cyrkiem. :)
      I dzięki odnośnie nagłówka, a to tylko darmowa ikona z sieci. :D

      Usuń
    2. Hmm... To w sumie może sobie zapiszę jednak, nie wiadomo czy mnie kiedyś nie najdzie na taki klimat :)
      Ahamster

      Usuń