Dlaczego Reylo jest złe?

Napisała: Deneve - 19:06



Trailer

Na szczęście jesteśmy już dawno po premierze nowych Gwiezdnych Wojen. Mowa oczywiście o Ostatnim Jedi. Jednak jeszcze nie tak dawno pół fandomu żyło trailerem filmu, który miał rzekomo sugerować, że twórcy pójdą w stronę wspomnianego „Reylo”. Muszę przyznać, że trailer zmontowano całkiem zręcznie i faktycznie można było odnieść wrażenie, że twórcy dość delikatnie sugerują takie zagranie.
Ale nie urodziłam się wczoraj. Poza tym doskonale zdaję sobie sprawę z działania pewnych mechanizmów w branży filmowej.
Tego typu montaże są obliczone na efekt. Zwykle nic więcej. Ludzie odpowiadający za promocję kasowych filmów nie są głupi, również nie urodzili się wczoraj i, co więcej, wiedzą, co to Internet, jak potężnym jest narzędziem oraz jak zrobić z niego odpowiedni użytek.

Jak widać, wyszło przednio, bo fandom eksplodował oczekiwaniami. I nie przeszło mu nawet teraz, gdy film trafił na ekrany kin. Kiedy okazało się, że wspomnianego Reylo w zasadzie tam nie ma. Za to jest dwoje aktorów, między którymi na planie jest jakaś chemia…

I się zaczęło.

Reylo od bez podstaw

Nie ma się co oszukiwać, Reylo w Ostatnim Jedi zwyczajnie nie ma. Mimo to fandom i tak uparcie będzie sobie wmawiał, że jest, bo właśnie wspomniana chemia, a do tego przecież Adam Driver miał tę swoją scenę z gołą klatą, kiedy Kylo łączył się z Rey. Swoją drogą, wiecie, że Disney wypuścił ten kadr w wersji HD? Chyba po to, żeby było łatwiej robić z niego memy. Słowo daję, nigdy wcześniej nie widziałam takiego wybuchu starłorsowych memów dotyczących w zasadzie jednego ujęcia. A memów widziałam sporo.

Jakby tego było mało, Kylo i Rey zetknęli się palcami, co przecież, jak powszechnie wiadomo, musi być już co najmniej drugą bazą (skoro pierwszą było dla fandomu niezapomniana wymiana spojrzeń między Finnem a Poem). Jak całość się skończyła, wszyscy dobrze wiedzą – ostatecznie Finn dostał przecież soczystego buziaka od Rose.
To nie pierwszy i z pewnością nie ostatni prztyczek w nos fanów od twórców Gwiezdnych wojen.
W każdym razie, nie ma realnych podstaw ku temu, by sądzić, że taki związek może mieć miejsce. Jasne, na powyższym przykładzie widać, jak wiele nierealnych romansów jest w stanie stworzyć przemysł filmowy, ale w przypadku Reylo jest równie wiele powodów, by sądzić, że taki związek jest bezpodstawny.

To, że ktoś na kogoś spojrzał, nie czyni podstaw do romansu. Poza tym, nie czyni ich również fakt, że podało się komuś rękę (serio, ten argument jest tak naciągany, że to aż przykre). Ba, nie czyni go nawet to, że walczyło się z kimś ramię w ramię.

Po prostu nie.


Toksyczne Reylo

Jednak największym zarzutem przeciwko Reylo jest to, że zwyczajnie ten paring jest toksyczny. Krótki spis, dlaczego nie ma racji bytu:
  • Zacznijmy od tego, że Kylo wdarł się do umysłu Rey, co reżyser określał przemocą i traumą porównywalną z gwałtem. Promowanie takich związków czy zachowań jest złe.
  • Rey zwyczajnie boi się Kylo, co zaznaczono nawet w scenariuszu.
  • W książkach również.
  • Rey jest silną postacią kobiecą (czy przy tym Mary Sue, to kwestia na osobne rozważania); trudno wyobrazić sobie, żeby nagle podłożyła się furiatowi z manią kontroli i tak po prostu weszła z nim w związek, świadoma tego, do czego jest zdolny i co zrobił.
  • Kylo jest furiatem, typem przemocowca, który załatwia wszystko torturowaniem, gnębieniem innych osób i niszczeniem otoczenia.
  • Całe „seksualne napięcie”, które widzą fani, to tylko dopisywanie sobie historii do tego, co pokazano na ekranach. Jak już wspomniałam, spojrzenie głęboko w oczy, zetknięcie się palcami lub walka po jednej stronie nie jest wiarygodną podstawą do tworzenia się romansu.
  • Tak samo twierdzenie, że Rey kazała się Kylo ubrać, bo rozpraszała ją jego klata, to historia dopowiedziana przez fanów, nic więcej. Też niekoniecznie chciałabym rozmawiać z obcym facetem, mordercą, który nie ma na sobie części ubrań.
  • Podobnie brak koszulki Kylo był sceną dla fandomu, zupełnie zresztą niepotrzebną. Chociaż, patrząc na te wszystkie piękne memy…
  • Gwiezdne wojny to film skierowany również do młodszego widza. Między innymi dlatego Disney raczej nie zdecydowałby się na pokazywanie tego typu związków między bohaterami.
  • Kylo próbował zabić Rey, Poego, Finna (a przecież bardzo się z Rey przyjaźnią), zabił Hana Solo (w którym dopatrywała się ojca) i generalnie ma na swoim koncie taką ilość osób, którą spokojnie można by podciągnąć pod ludobójstwo, już pomijając to, że chciał zabić (oraz torturował) ją samą i osoby, na których w jakiś sposób jej zależało lub była z nimi związana (np. Ruch Oporu).
  • Toksyczne relacje nie powinny być romantyzowane. Nigdy.

Niech żyją fanfiki

Rzecz nie byłaby problematyczna, gdyby rozgrywała się wyłącznie w fanfikach. Papier czy edytor tekstu przyjmą wszystko, można się wyżyć do woli. Dla takich tworów są specjalne miejsca w sieci. Problem zaczyna się, gdy z toksycznego związku fandom zaczyna robić Jedyny Słuszny Kanon, niepomny na wszystkie racjonalne argumenty. W dodatku często jest to fandom gotów wrzeszczeć, wierzgać, pluć i bić w obronie swojej największej świętości.
Kiedy to wszystko dopiski, dopowiedzenia i opowiastki fanek/fanów, nic więcej.

  • Udostępnij:

Może Ci się spodobać

4 komentarze

  1. Ale slasha Poego i Finna to ty szanuj! Jeszcze zobaczysz, to będzie w kanonie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, totalnie. W trójkącie z Rose. xD

      Usuń
    2. Nie, w czworokącie z Rey, przecież tak na siebie paaaczyli, nawet się przywitali i ogóle. Chociaż Rey musi być z Kylusiem, a Kyluś mieć seksy z Huxem. Myślę, że sześciokąt będzie ok.

      Usuń
    3. Wiem, że pornosy z Gwiezdnych wojen już powstawały, myślę, że tu jest cały materiał na kolejne, które zrealizują mokre sny fandomu... :D

      Usuń