Uwaga, villain na ekranie!

Napisała: Deneve - 20:20

Kanony villainowej urody

Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków 1937 (Walt Disney). Zła królowa i wiedźma.
Źródło.

Każda porządna, szanująca się opowieść musi mieć swojego złola. To wiadomo nie od dziś. Jeszcze lepiej, jeśli villain ma jakąś ciekawą motywację. Szczególnie w przypadku starszych animacji nie oczekiwałabym nie wiadomo czego – w końcu to nie dość, że produkty skierowane do dzieci, to jeszcze wiele można wybaczyć przez samo wspomnienie, że czasy były inne. Generalnie nie lubię tego tłumaczenia, ale niektórych rzeczy czy zabiegów chyba nie da się inaczej wyjaśnić.

Mamy jednak rok 2018 i animacje oraz powstające w oparciu o nie filmy fabularne nie są już tworzone wyłącznie dla dzieci. To często złożone produkcje, których ukryte smaczki i liczne nawiązania do innych produkcji dostrzegamy dopiero po latach. I skoro produkcje nie są skierowane wyłącznie do dzieci, można by oczekiwać, że villaini w końcu przestaną być przedstawiani w karykaturalny sposób… No, nie do końca.

Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków

Sam obraz kreowanych w przeszłości Disneyowskich czarnych charakterów jest cokolwiek ciekawy. Możliwe, że część stereotypów w dzisiejszych czasach uznalibyśmy za szkodliwe. Weźmy na przykład złą królową z Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków. Jest to postać niewątpliwie zła. Już od momentu spojrzenia na twarz królowej nie powinniśmy mieć co do tego jakichkolwiek wątpliwości. Ale co w wyglądzie królowej jest tak złego? Nadąsana mina? Makijaż? Ten ostatni w zasadzie nie jest dziś niczym szczególnym. Mocniejszy makijaż wkradł się bowiem do kanonu codzienności i nie ma nic z tym złego. Jednak w przeszłości kojarzono z nim wyłącznie postacie o niecnych zamiarach.

Prawdopodobnie wynika to z założenia, że dobre, grzeczne dziewczynki powinny zawsze nosić się i malować skromnie. Jeszcze w dzisiejszych czasach starsze osoby uważają, że mocny makijaż nierozerwalnie łączy się co najmniej z rozwiązłym trybem życia i, kto wie, może nawet z porywaniem dzieci czarną Wołgą.

Kolejnym wątpliwym współcześnie motywem współgrającym w przeszłości ze szwarccharakterem jest brzydota. Nie muszę chyba mówić, jak szkodliwy to stereotyp, pogłębiający niegdyś trudną sytuację ludzi dotkniętych różnymi przykrymi chorobami, starością, której wygląd odbiegał od przeciętnej wesołej babuszki lub zwyczajnie urodą niewpasowaną w kanon ówczesnego piękna.

Ach, te złe baby

Izma (Nowe szaty króla, 2000), Królowa Kier (Alicja w Krainie Czarów, 1951), Lady Tremaine/Macocha (Kopciuszek, 1950), Cruella De Mon (101 dalmatyńczyków, 1961), Urszula (Mała syrenka, 1989). (Walt Disney).
Źródło wszystkich grafik.
Jeśli przyjrzeć się bliżej innym „złolkom” od Disneya, to można dojść do wniosku, że jakbyś nie wyglądała i tak będzie źle. Za chuda (Izma, Cruella De Mon*)? Coś z tobą nie tak. Za gruba (Królowa Kier, Urszula)? Na pewno chcesz kogoś pozbawić głowy. Zresztą nawet jeśli nie jesteś szczuplutka lub nie masz nieco więcej kilogramów (Macocha) i tak możesz pod jakimś względem nie pasować. Za mocny makijaż (niemal każda zła babeczka)? Oż, ty ladacznico! Za mało makijażu (Królowa Kier)? Ty wstrętna babo, zadbałabyś o siebie!

Pisanie o tym, że Disney narzuca pewne standardy piękna będzie w zasadzie wyważaniem otwartych drzwi, ale pomyślcie, jak duży wpływ na społeczeństwo mogą mieć tego typu animacje. Każdego roku wychodzą nowe. Każdego roku oglądają je miliony dzieci i dorosłych na całym świecie. Dla dziecka połączenie jest proste i odbiera jasny komunikat: tak wygląda zła osoba i nie powinno się wyglądać jak czarny charakter.

Ten niezwykły wąs…

Radcliffe (Pocahontas, 1995), Gaston (Piękna i Bestia, 1991), Hades (Herkules, 1997), Skaza (Król Lew, 1994), Clayton (Tarzan, 1999). (Walt Disney).
Źródło wszystkich grafik.

Możecie mi wierzyć lub nie, na potrzeby tego posta chciałam wybrać różnych męskich villainów, stąd nie na każdym ujęciu się to pojawia, ale… część męskich złoli, Radcliffe, Clayton, Jafar, Shan Yu, Kapitan Hak mają bardzo charakterystycznego „wąsa”. Cienki i odpowiednio zakrzywiony. Co prawda w przypadku Haka jest to wąs niejako wyrastający poza twarz, ale jednak wpasowuje się w pewien schemat.

W zasadzie, jakby się zastanowić, postaci bez wąsa jest nieco mniej. Nie liczę tu Skazy, bo to zwierzę, ale przedstawiciele ogolonych złych panów prezentują nieco inne złe przymioty, z którymi nie warto się utożsamiać. Przykładowo Gaston ma długie włosy i jest próżny (można nawet pokusić się o stwierdzenie, że krytykuje się tu metroseksualność), a taki Hades… Hades, cóż. Hades niemalże dosłownie jest karykaturą i przedstawieniem typowego hehe piwniczniaka.

Podobnie jak w przypadku żeńskich villainów, panów również ocenia się pod względem postury i ogólnego wyglądu, ale jeszcze trudniej rozgraniczyć, jaki wygląd w zasadzie jest pożądany. W końcu byłoby najlepiej, gdybyś był mężczyzną umięśnionym, ale jednocześnie o cherubinowej buzi, bo przecież taki Gaston czy Clayton też nie są sucholami, a nie chciałbyś wyglądać jak ulany Hades, c’nie?


Śpiąca królewna i Czarownica – w krzywym zwierciadle

Śpiąca królewna 1969 / Czarownica 2014 (Walt Disney).
ŹrodłoŹródło.

Jednym z najbardziej absurdalnych przedstawień czarnego charakteru jest chyba Maleficent ze Śpiącej królewny. Żółte oczy, wąskie, wiecznie wykrzywione usta, wydatne kości policzkowe, rogi, wyrazisty makijaż, a miejscami nawet zielona skóra. No po prostu karykaturalny odlot. Brakowało chyba tylko czarciego ogona i zielonej chmurki, która mogłaby zionąć z paszczy.

Co ciekawe, film z Angeliną Jolie, Czarownica z 2014 roku trochę ten obraz prostuje. Tytułowa Czarownica nadal ma rogi, ale nie jest przedstawiona jako klasyczny czarny charakter. Pokazuje też ewolucję postaci oraz jej wyglądu, a także, mimo charakterystycznych kości policzkowych, nie jest taką karykaturą ludzkiej postaci. Choć trzeba wziąć pod uwagę, że animacja rządzi się swoimi prawami i karykaturę, mimo że charakteryzatorów mamy obecnie świetnych, łatwiej narysować, niż zrobić.


Hans z Krainy Lodu

Hans (Kraina lodu, 2013) (Walt Disney)
Źródło.

W każdym razie dążę do tego, że przemysł filmowy w końcu połapał się, że złole wcale nie muszą wyglądać jak narkomani z dziesięcioletnim stażem zażywania, ba!, nie muszą nawet piętnować wagi czy postury. W Krainie lodu w 2013 roku pojawia się bowiem Hans. Jest przeciętnej postury, nie ma klasycznego wąsa złego złola, dziwnych oczu, zielonej skóry itp. Ale jest zły. Można? Można. Na fabularną Czarownicę, o której wspomniałam wcześniej, przyszło nam poczekać jeszcze rok (premiera w 2014), ale to i tak dobrze, że świat filmów animowanych czy fabularnych skierowanych do młodzieży zmierza w tym kierunku.

Co prawda można mieć pewne wątpliwości w przypadku fabularnego Kopciuszka z 2015 roku, gdzie macocha i siostry Kopciuszka mają dość krzykliwe makijaże i fryzury, ale ich wygląd nie jest zdecydowanie tak mocno nacechowany pewnymi schematami, żeby był wręcz karykaturalny. Choć niebezpiecznie na tej granicy balansuje.

Mamy również film animowany Vaiana: Skarb oceanu z 2016 roku, który nie jest czarno-biały pod kątem określania bohaterów jako dobrzy czy źli, chyba że policzymy Tamatoę. Błyszczący krab jest jednak jedną z kolejnych przeszkód na drodze do happy endu, nie głównym prowodyrem całego zamieszania.

Warner Bros.

Fragment grafiki promocyjnej Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć: Zbrodnie Grindelwalda (Warner Bros.).
Źródło.

Trudno porównywać ze sobą dwie różne wytwórnie, szczególnie że zajmują się nieco innymi produkcjami. Z Disneyowskiej stajni wychodzą przede wszystkim filmy oryginalne lub luźno przetwarzające baśnie czy podania. Z kolei wytwórnia braci Warner często zajmuje się adaptacjami serii typu Harry Potter, lub książek pokroju Władcy Pierścieni. Stawia również na samodzielne filmy fabularne, a jednocześnie zajmuje się adaptacjami komiksów ze stajni DC (podczas gdy do Disneya należy Marvel). Nietrudno zauważyć, że Disneyowe produkcje są zdecydowanie bardziej kolorowe w odróżnieniu od tego, do czego przyzwyczailiśmy się w przypadku Warner Bros.

Różnorodność obu wytwórni nie znaczy jednak, że jedna nie mogłaby brać przykładu z rozwoju drugiej i na odwrót. Tak więc logicznym wydaje się, że Warner Bros. mogłoby podejrzeć, jak Disney wychodzi z mroków lat 30. XX wieku, wyciągnąć wnioski i zastosować to na własnym podwórku. 

Niestety.

Przychodzi taki moment w życiu każdego fantarda, że ogląda trailer nowego filmu, siada i zastanawia się, co poszło nie tak. Mamy wspomniany nieszczęsny rok 2018 i *BUM*, na ekranie pojawia się Johnny Depp jako Gellert Grindelwald. Wygląda jak klasyczny villain rodem z bajek z lat 30. lub 40. Na czole brakuje jedynie wytatuowanego napisu: „ten zły”. Żebyście przypadkiem się nie pomylili. I to wszystko w zestawieniu z Jude’em Lawem odtwarzającym Dumbledore’a, mężczyznę z równo przystrzyżoną brodą i nieskazitelnie ułożoną fryzurą. Wiecie, Dumbledore to nie taka krystalicznie dobra postać, ale to materiał na inną notkę. Rzecz w tym, że Fantastyczne zwierzęta ani nie są bajką, ani nie są skierowane wyłącznie do najmłodszego widza.

Dwa kroki za Marvelem Disneyem

Henry Cavill i jego niepokojące usta jako Superman (Liga sprawiedliwości, 2017). (Warner Bros.)
Źródło.
Może po prostu miałam zbyt wygórowane oczekiwania względem firmy, która, gdy Marvel nakłada komputerowo całą twarz aktora na dublera i nikt się nie orientuje, nie potrafi dobrze wyfotoszopować wąsa. Henry Cavill w czasie dokrętek do Ligi Sprawiedliwości nie mógł zgolić wąsa ze względu na trwające zdjęcia do innego filmu. DC stwierdziło więc, że poradzą sobie z problemem w postprodukcji. Twarz Henry’ego Cavilla wyglądała przez to komicznie i nienaturalnie. I to tak bardzo, że w zasadzie nie wiem, jak dosadniej to określić.

Wróćmy jednak do Grindelwalda.

W zasadzie nie wiem, jak to sensownie skomentować. Problemy z tą postacią zaczynają się już w książkowej serii o Harrym Potterze, gdzie młody Grindelwald był opisany jako przystojny, czarujący młodzieniec. I okej, Gellert się postarzał, ale do śmierci w obłąkańczym stanie w swojej samotni jeszcze trochę mu brakuje.

Poza tym drugie Fantastyczne zwierzęta to może kino familijne, ale skierowane zdecydowanie nie do takiego całkiem najmłodszego widza, któremu trzeba tłumaczyć działanie świata i określać, co jest dobrem, a co złem. Młodzież w wieku trzynastu lat raczej już co nieco ogarnia.

No i wreszcie: odchodziliśmy już od obrazu villaina-brzydala, tymczasem Deppenwald wchodzi (niemalże dosłownie) cały na biało, kserując wszystkie utarte schematy. Dziwna fryzura? Jest. Coś nie tak z oczami? Pewno. Złowrogi wąs? A jakże. Nienaturalnie jasny kolor włosów, które wyglądają przez to jak doklejone do twarzy aktora? Oczywiście.

I, wiecie, na grafice promocyjnej jeszcze to jakoś wygląda. Ale widzieliście ten moment w trailerze, gdy wiozą Grindelwalda jakąś karocą? To zapewne chwilowe, zanim Gellert nie zostanie odpowiednio ostrzyżony i uczesany. A może wręcz przeciwnie? Kto wie. Ale i tak wygląda jak klasyczna rola Deppa z ostatnich dziesięciu lat, będąca kalką Jacka Sparrowa z Piratów z Karaibów. Ot, kolejny hehe śmiesznie wyglądający świr.

Pomijając już wątpliwości narastające co do samej osoby aktora i tego, dlaczego akurat jego zdecydowano się zatrudnić do tej roli, a także tłumaczenia tej decyzji samej J.K. Rowling, mam wrażenie, że to ogromny krok wstecz i fakt, że Warner Bros. niewiele nauczyło się z postępu Disneya. Z której strony by nie patrzeć: filmowy Gellert Grindelwald wygląda karykaturalnie.

Gellert wygląda jak wygląda i nic już na to nie poradzimy.


____
*Swoją drogą rozgryzienie gry słownej z imieniem i nazwiskiem Cruelli De Mon (oryginalnie Cruella de Vil) zajęło mi więcej czasu, niż wypadałoby przyznać!

  • Udostępnij:

Może Ci się spodobać

0 komentarze